|
Wywiady przeprowadzone przez Wiesława Smużnego z uczestnikami III Forum
Wywiad ze Stanisławem Batruchem
Wiesław Smużny: Czy mógłbyś określić czym według Ciebie jest malarstwo?
Stanisław Batruch: Można mieć kilka spojrzeń na malarstwo. Malarstwem można by nazwać wypełnienie plamą barwną płaszczyzny obrazu i względnie prawidłowe zestawienie - albo to co autor uważa, że jest zestawieniem barwnym. Ewentualnie jeszcze, z użyciem faktur, laserunków i wszystkich elementów, które mogą służyć koncepcji lub wzbogacić warsztat autora obrazu... To można by nazwać malarstwem. Oprócz tego używa się jeszcze rysunku kształtów, tematu, idei… To może poszerzać pojęcie malarstwa. Ogólnie, choć może trywialnie - malarstwo to właśnie zestawienie plam barwnych na płaszczyźnie.
W.S.: Prosiłbym teraz o przykłady ważne z Twojego punktu widzenia.
S.B.: …Zawsze się można odnosić do własnych upodobań, zresztą sam realizuję to upodobanie do operowania szeroką plamą. Wyraziście stawiane problemy - tak, żeby funkcja była mniej więcej czytelna, jakoś wyraźnie czytelna. Nie lubię impresjonistów i tego pointylizmu. Ale lubię np. malarstwo romantyzmu. Lubię Michałowskiego, Delacroix, lubię Goyę… Lubię malarstwo szerokiego gestu, określenie znaku autorskiego, temperamentu… Szybka informacja dla widza jak w przypadku "Samossierry", jak w szeregu portretów chłopów, Żydów… Tego typu malarstwo mnie pociąga, bo jest w nim i kolor, forma i synteza równocześnie. Sam staram się do tego ideału dążyć używając podobnych, a może nie podobnych, ale zbliżonych środków wyrazu, czyli tej szerokiej plamy.
…Współczesne malarstwo, które mnie frapuje, fascynuje… z polskich malarzy, bo ten grunt jest mi najbliższy. Lubię Stanisławskiego z takim, szerokim uderzeniem. A z jeszcze młodszych, to Wróblewski odpowiada mi z dwóch powodów. Z powodu tego, że to malarstwo ma coś do powiedzenia, a po drugie - swobodnie człowiek malował. W związku z tym nie musi wycyzelować plamy, żeby powiedzieć, co ma do powiedzenia. Te: "Ukrzesłowienia", "Rozstrzelania", to są tematy bardzo biorące. Także Picasso z okresu błękitnego, różowego, operował takim, swobodnym pędzlem i budował tak przekonywująco obrazy.
W.S.: Czym jest piękno w Twoim odczuciu?
S.B.: Jest to związane jednak z osobistymi cechami, walorami każdego odbiorcy. Jeżeli odbiorca znajdzie obiekt zachwytu, to to jest piękne. To co zachwyca. Tak jak Ty powiedziałeś, że zachwycił Cię obraz van Eycka - "Madonna kanclerza Rolin". Piękny obraz van Eycka. To byli mistrzowie, pewna grupa. Można mówić o Holendrach jako o pewnej grupie twórców. Zresztą piękną książkę napisał Herbert pt. "Martwa natura z wędzidłem". To też jest jakby pretekst do oceny malarstwa tamtego czasu XVI., XVII. wieku. Szereg takich, tzw. małych mistrzów. Znakomite martwe natury. Między innymi ta "Martwa natura z wędzidłem". W tej książce opisuje całą epokę, kiedy tymi, małymi obrazami płacono za domy, za jakieś grunta. To była dziwna epoka, bo nawet cebulki tulipana były w cenie. Rozeszły się na świat i stały się kwiatem bardzo popularnym, ale był okres, że były bardzo w cenie, bo tylko niektórzy mogli sobie pozwolić na posadzenie cebulki tulipanów. Nawiązując także do Twojej wypowiedzi o kwiatach, ale to się wiąże właśnie z malarstwem holenderskim. Mówię też o tym wykonaniu, o tej precyzyjnej wodzie, zresztą nie tylko. To były tajemnice warsztatu Ajwazowskiego. To był malarz wody, morza, znakomity. W Trietiakowskiej Galerii nie mogłem się oderwać od Ajwazowskiego. Potrafł takie rzeczy wykonać. Albo rosyjscy malarze realizmu. Także zżyty z przyrodą Szyszkin - pięknie widział. Gdyby ktoś inny to namalował byłby to kicz, a w jego wydaniu to jest mistrzostwo i to jest realizm - tak zobaczony liść, tak zobaczone słońce przebija przez liście, ten jedwab tego materiału - to są znakomite rzeczy. Mnie się podoba np. Veronese, Goya, w tych koronkach, tej Mai... Tak używa, nie używa pędzla... Nie wiem jak on to robi. To zachwyca i mówię, to jest piękno, bo to zachwyca. I oprócz tego sprawnego widzenia w tamtym okresie, to było malarstwo dla każdego, bo ono pełniło wiele funkcji. Funkcje informacyjne o stroju, o meblu, kształtowało gust. Natomiast dziś ten gust można sobie wyrabiać i zachwycać się zestawieniem. Jeśli ktoś zestawi szarości, dwie szarości, przebarwi gdzieś lekko jakimiś różami szarość - i to zachwyca. To także jest piękne, że w szarościach potrafił tak ustawić jakąś rzecz, jakąś postać, która może pełni funkcję podstawową w obrazie albo jest drugoplanowa, ale w obrazie tak ustawiona, że to zachwyca. Nie ma tam precyzji, nie ma dosłowności, nie ma tej przeźroczystości Ajwazowskiego i van Eycka, ale jest coś, co "pa duszam" - chwyta za serce. I oglądam… on wie jak on to zrobił, jak do tego doszedł ? Czy mu udało się ? Bo czasem się udaje, a czasem jest w artyście podświadomość. Wyczucie, głębia takiego naturalnego słuchu malarskiego, który decyduje o sukcesie obrazu. Piękno to zachwyt.
W.S.: Jak odnosi się według Ciebie pojęcie dobra do malarstwa?
S.B.: Trochę to pojęcie jest obok. Ja bym to tak nazwał. Nie bardzo może tak bezpośrednio mieć zastosowanie w obrazie, ale ogólnie w sztuce - tak. Dlatego, że tak jak Waldorff mówi, że "muzyka łagodzi obyczaje", to można to przenieść także na grunt działań plastycznych. Kiedy człowiek idzie do galerii, zobaczy wystawę, do której się psychicznie nastawia, że zobaczy - to wystarczy, żeby poszedł na tę wystawę, przeżył ją, i już staje się człowiekiem lepszym. Tak jak słuchanie jakiegoś koncertu, czy częste chodzenie do filharmonii, czy przy łatwej muzyce... jeśli słucha się np. Straussów. To jest muzyka łatwa, ale ona tak jakoś polepsza człowieka wewnętrznie. Czy jak się słucha Mozarta, także Beethovena... To jest zadaniem, czy funkcją sztuki, które bym przełożył tak: jak o pięknie mówią, tak - o dobru… Człowiek staje się lepszy, sympatyczniejszy dla otoczenia, bo ma kontakt z dziełem sztuki. Bezpośrednio nie łączyłbym dobra z pięknem, tak jak wczoraj Mirka Rochecka, czy Kazik. Nawet jak ktoś chwyci instrument, czy chwyci pędzel, to przez ten sam fakt, że chce to robić, obojętnie jaki ma to wydźwięk wysoki, czy mniejszy,... to także człowieka czyni lepszym. Ale sztuka czyni człowieka lepszym.
W.S.: Prosiłbym Cię teraz o przykłady dobra w malarstwie, sztuce.
S.B.: Można sobie zadać to pytanie w momencie, kiedy sztuka jest tematyczna. Wtedy, kiedy człowiek nie umiał czytać, a funkcjonowała katedra gotycka i to biblium pauperum, które człowiek oglądał. Jak wszedł do świątyni i rozglądał się po świątyni - to wyszedł z niej z jakimś odczuciem, że on nie powinien grzeszyć. Nie może grzeszyć. Patrzy na dobrych ludzi. Patrzy na Chrystusa, czy świętych, którzy cierpieli. Dlaczego cierpieli ? Czy może przez nich?... Czy przez nas cierpieli ? I tu się zaczyna to czynienie przez sztukę dobra dla świadomości drugiego człowieka. Czy…Breughel - malował różne sceny rodzajowe. Kiedy namalował "Rzeź niewiniątek" przedstawiając siepaczy hiszpańskich, którzy mordują holenderskie dzieci - była to jakaś przenośnia. Miała to być "Rzeź niewiniątek" w odniesieniu do sytuacji w Betlejem, sytuacji religijnej. Więc przeniósł to na grunt swoich czasów. Ale zrobił to po to, żeby uświadomić człowieka, że ta rzeź niewiniątek dzieje się w czasie i to w różnych okresach. i ma to wymiar ponadczasowy. Dziś kiedy ogląda się obrazy Breughla - ten obraz szczególnie zapamiętałem, zrobił wrażenie na mnie - to w tym sensie, że człowiek sobie stawia pytanie: No tak, no nie wolno tak robić… Czy sztuka polityczna jak "Masakra na Korei", z czasów najbliższych, Picassa. Czy gołąbek pokoju, który miał jakąś funkcję pełnić, żeby: raz, zadumę wprowadzić do myślenia ludzkości, z drugiej strony - wyrazić swój stosunek do sytuacji, że powinien być pokój, że lepiej dzieje się ludzkości, kiedy może w spokoju pracować. Czy ten dramatyzm "Guernici"… Czy "Caprichos", czy " Okropności wojny", cykle Goyi, także czemuś służyły. Nie robił tego tak sobie - "sztuka dla sztuki". Była to grafika, która mogła być powielana. I była powielana i docierała do różnych warstw i to warstw decydujących. Do nieświadomych warstw, ale i do świadomych. I o to chodziło, żeby uderzać w te punkty człowieka, od którego coś może zależeć. Tutaj jest funkcja tego dobra, które wyraża sztuka, czy może wyrażać sztuka.
W.S.: Czy w wykonywanych aktualnie pracach odnosisz się w jakiś sposób do hasła Forum?
S.B.: Miałem taki okres: lata 70, kiedy była sztuka zaangażowana. Wyśmiewanie np. haseł politycznych, pierwszomajowych… Różne takie związane ze środowiskiem człowieka. Po haśle U Thanta… chciałem też wyrazić swój stosunek… To reagowanie jest moją odpowiedzią na te hasła. Czy w okresie późniejszym, kiedy nastąpiła transformacja wyszedłem od takich drażniących tematów. Wtedy zacząłem szukać, bo ten temat "Człowiek uwikłany", "Jaki powinien być", "Co powinien zdziałać" stale mnie nurtuje i bardzo często w swoich obrazach daję temu wyraz. Wyśmiewanie różnych, pijackich sytuacji... Robiłem takie półprzestrzenne, z kieliszkami pijaków, itd. "Full light" i takie różne rzeczy. Robiłem i robię od czasu, do czasu traktując człowieka w tych sytuacjach jako pewien symbol i znaczenie tego, co się dzieje. A równocześnie szukam tego zachwycenia w jakimś zestawieniu szarości, czy nie szarości. Lubię, ...nie martwą naturę, bo to ustawia już samograj, tylko szukam zjawiska…, np. jakieś światło przebija gdzieś... Czy jest to światło, które ustawia atmosferę, klimat jakichś momentów w przyrodzie, np. przy zachodzie słońca - pół łąki jest tak oświetlone, że już można to odebrać i znaleźć adekwatną formę, ażeby to wyrazić. Nawet szaruga jesienna może być także piękna, fascynująca. I to są te momenty, które gdzieś mnie dotykają i frapują.
W.S.: Te tematy, te szarości, te szarugi jesienne, szarości z różami - to jest jakiś ukłon w kierunku przyszłości ? Czy już miałeś takie rozwiązania w swoim malarstwie ?
S.B.: Robiłem takie obrazy pt. "Parasolki". Zresztą, w katalogu to jest, ale nie wszystkie reprodukowane, bo dużo tych obrazów namalowałem. One się rozeszły.
W.S.: Czy pamiętasz takie obrazy, które już dawno rozwiązały to hasło Forum. Nie tylko, że malarstwa, ale i piękna, i dobra. Są takimi, najlepszymi przykładami ?
S.B.: Czy mam takie obrazy ? Ja myślę, że to trochę jest w każdym obrazie. Obraz każdy ma wiele znaczeń. To nie jest tak jak są wystawy np. "Koloryzm", albo coś tam innego. No, nie ma obrazu bez koloru. Śmieszne hasła są takie. Chyba, że jest wystawa typu "geometria", no wtedy w impresjonizmie, ... chociaż podskórnie, jeśli zrobić analizę konstrukcji kompozycyjnej, to by siatkę kompozycji można było robić. Jaka jest logika obrazu. Ale jeżeli to jest czysta geometria, to wtedy jest inne zagadnienie.
W.S.: Czy w tych obrazach, które masz na sztalugach, w pracowni jest nawiązanie bezpośrednie do hasła "Piękno i dobro". Czy nawiązują one metaforyczne, pośrednio ?
S.B.: Chyba pośrednio. Bezpośrednio to nie, to nie jest obraz robiony na hasło. To byłoby śmiesznie jakby na hasło był robiony obraz. Człowiek byłby nieautentyczny, jeśliby na hasło obraz robił. To socrealizm był na hasło. Tam pozytywny był robotnik, traktorzystka w polu, itd. Tutaj tylko poszukuję tych zestawień, form, tego co może powiedzieć: O, cholera ! Jak ten Batruch to namalował ! To może być jakaś inspiracja. Może to być takie poszukujące. Zresztą mam takie jakby oświadczenia nawet. Myślę, że one nie kłamią. Młodsi koledzy, których nie ja uczyłem - nie byli moimi uczniami - ale mówią mi: Panie Profesorze, Pan ma malarstwo otwarte. - Ja mówię: A co to znaczy otwarte, ja nie bardzo to rozumiem. - Bo Pan, jak to namaluje, to tam jest na co patrzeć i jest z czego wyciągnąć wnioski dla siebie. - A ja wtedy: To bardzo się cieszę, bo o to mi chodzi, żeby nie dopowiedzieć w obrazie do końca, tylko mieć kontakt z widzem. Mieć partnerstwo z widzem. I jak ja to powiem, rzucę jakby hasło, to widz zaczyna rozwijać ten obraz we własnej świadomości, własnej wyobraźni. I jeżeli spełniłem taką rolę, no to się bardzo cieszę.
|